Strony

wtorek, 30 lipca 2013

Rozdział 1- "Poznajcie moją siostrę."

Słońce powoli wspinało się po niebie, rozpraszając ciemność. Swymi złotymi promieniami oświetlało każdy skrawek Magnolii. Zerknęła w górę, w błękit nieba. Nie wiedziała czy dobrze robi. Ale chciała to zrobić. Chciała zostać magiem Fairy Tail. Ruszyła przed siebie, stukot obcasów rozbrzmiewał głośno między uliczkami. Mijała stragany z owocami,warzywami, małe sklepiki. W tym mieście było wszystko. Nie brakowało jedzenia czy wody. Dało się normalnie żyć, nie to co u niej w wiosce. Tam cudem było wypić choćby pół kubka wody a co dopiero zjeść coś. Dlatego przyjechała tutaj. Chciała zarobić jakieś pieniądze, nakupować jedzenia i wrócić do domu. Postanowiła że do tego celu wykorzysta tą dziwną moc którą nosiła w sobie. Tak, była magiem. Magiem używającym mocy uczuć. Z nich czerpała swoją siłę.
- Uważaj! - ktoś popchnął ją w bok, na brukowaną kostkę. Zerknęła przez ramię swojego wybawcy. Tam gdzie stała pędem przejeżdżał właśnie wóz. 
- Nic ci nie jest? - chwyciła wyciągniętą rękę i podniosła się, kręcąc głową. - Na pewno? 
- Tak, na pewno. A tak w ogóle dziękuję. - przyjrzała się swojemu nowemu znajomemu. Wysoki, umięśniony. Miał blond włosy, a przy oku bliznę w kształcie błyskawicy. Ubrany w ciemny płaszcz, przyglądał się badawczo dziewczynie. 
- Nazywam się Laxus Dreyar, a ty?
- Vivien Justine.
- Justine? - na jego czole pojawiła się mała zmarszczka. - A znasz może Freeda Justine?
- T-to mój zaginiony brat. - wyjąkała wpatrując się w szare oczy chłopaka, które rozszerzyły się do granic możliwości - Znasz go? On żyje?
- Tak, znam. Żyje i jest jednym z silniejszych magów gildii Fairy Tail. - zerknął na nią chcąc zobaczyć jej reakcję. W jej oczach mignęły iskierki radości, ale jej pięści były zaciśnięte, a i postawa nie wskazywała na radość.
- Zaprowadzisz mnie tam?
- Jeśli chcesz. - ruszył przed siebie. Dziewczyna podążyła za nim, rozglądając się ciekawie po mieście. Wszędzie biegały dzieci, rodzice robili zakupy. Całe ulice rozbrzmiewały gwarem wesołych rozmów. Było tu tak pięknie. Ludzie byli nastawieni do siebie przyjaźnie, odnosili się do każdego z szacunkiem. Spodobało jej się to. Nagle chłopak przystanął, a ona zobaczyła duży budynek. Nad drewnianymi drzwiami wisiała tabliczka z napisem ' Fairy Tail '. Powoli sięgnęła do klamki, przekręciła ją i momentalnie przykucnęła. Jakiś stół przeleciał nad jej głową, rozlatując się po chwili na kawałki. W środku  różowowłosy chłopak tłukł się z ciemnowłosym, szkarłatnowłosa dziewczyna zajadała się ciastem, niziutka dziewczynka wczytywała się w jakieś księgi. Wszyscy śmiali się i rozmawiali. Zachowywali się jakby byli jedną,wielką rodziną. Uśmiechnęła się i zrobiła krok w przód, unikając lecącego kufla. 
- Dzieci uspokójcie się! Mamy gościa! - po schodach schodził niski staruszek, a wszyscy ucichli, wpatrując się w stojącą w drzwiach dziewczynę.
- Laxus! - na widok stojącego za nią blondyna, trzy osoby poderwały się z ławek, biegnąc w jego stronę. Nagle jedna z nich zatrzymała się, wpatrując z niedowierzaniem w stojącą przed nim osobę. 
- Vivi? - mężczyzna wyjąkał zdumiony, wywołując tym zdziwieniem u wszystkich magów. 
- Cześć Freed. - uśmiechnęła się, z łzami w oczach. Na początku,gdy usłyszała że żyje,chciała na niego nawrzeszczeć, powiedzieć mu,co czuli rodzice gdy zniknął,ale teraz,gdy stał przed nią,potrafiła się tylko rozpłakać. 
- Siostrzyczko! - w oczach jej brata lśniły łzy. Rzucił się na nią, łapiąc ją w ramiona. Przytuliła się do niego mocno. 
- Tęskniłam za tobą. - wyszeptała, szlochając a on tylko mocniej wtulił ją w siebie. Wszyscy wpatrywali się w rodzeństwo z wzruszeniem i uśmiechem na ustach. Wszyscy znali Freeda jako jednego z Tajemniczych. Był skryty, rozmawiał jedynie z Bickslowem i Evergreen. No i jeszcze z Laxusem, jego idolem. A teraz pokazał że on także ma emocje, że też czuje.
- Jesteś siostrą Freeda? - usłyszeli głos, a ona wyplątując się z ramion jej brata spojrzała w stronę różowowłosego chłopaka. Skinęła niepewnie głową.
- W takim razie... WALCZ ZE MNĄ!
- Natsu! - wykrzyknęli staruszek i szkarłatnowłosa dziewczyna, a reszta zaczęła się śmiać.
- No co? Jak z nią wygram to wygram i z Freedem! - teraz i dziewczyna zaśmiała się cicho. Wszyscy zwrócili na nią uwagę, a ona speszona zasłoniła usta ręką.  - Musicie używać podobnej magii, co nie dziadziuniu?
- To tak nie działa Natsu. Rodzeństwo nie musi mieć identycznego lub podobnego rodzaju magii. - wyjaśniła mu za starszego mężczyznę uśmiechnięta blondynka.  - A tak na marginesie nazywam się Lucy.
- Vivien. - wyszeptała dziewczyna, odsłaniając usta.
- A więc Vivien, co cię do nas sprowadza? - zwrócił się do niej mężczyzna nazywany "dziadziuniem", na co dziewczyna w zbroi trąciła go łokciem. - A tak, jestem Makarov, mistrz tej gildii.
- Chciałabym dołączyć do Fairy Tail. - powiedziała niepewnie, wywołując zdumienie u swojego brata.
- Jak to dołączyć?! - wykrzyczał na całą gildię, ale mistrz to zignorował i podszedł do dziewczyny.
- Czyli używasz magii? - zapytał, a ona skinęła głową. - Tak więc witaj w Fairy Tail!
Wszyscy stuknęli się kuflami, na nowo rozbrzmiały śmiechy i rozmowy. Uśmiechnęła się, powoli zagłębiając się w głąb budynku. Tu było tak swojsko, tak rodzinnie.
- Gdzie chciałabyś mieć znak? - podeszła do niej uśmiechnięta białowłosa dziewczyna. W ręce trzymała niewielką pieczątkę.
- Na prawym udzie.
- W jakim kolorze?
- Bordowym. - po chwili na jej nodze widniał już piękny symbol. Uśmiechnęła się i dosiadła do niskiej, niebieskowłosej dziewczyny. - Co tak czytasz? - Ta drgnęła i podskoczyła na ławce, z nosa spadły jej okulary. Vivien zaśmiała się, podając jej książkę którą upuściła.
- K-kr-oonikę Magnolii. - wyszeptała, poprawiając okulary. - Jesteś siostrą Freeda?
- No niestety. Widać po włosach co nie?
- T-tak. A jaką magią się posługujesz? Bo Freed używa runów więc....
- Nie, ja posługuję się  Pawā kanjō. To inaczej moc emocji, uczuć. A ty? Jakim magiem jesteś?
- Magiem skryptu, ale znam się trochę na runach. A tak w ogóle... nie przedstawiłam się. Nazywam się Levy. Levy McGarden. 
- Vivien. Ale wolę jak mówi się na mnie Vivi. 
- Miło mi cię pozna... - nie dokończyła, na stół przy którym siedziały wskoczył różowowłosy chłopak. 
- Ty! Walcz ze mną! 
- Po co niby? - Justine uśmiechnęła się drwiąco. - I tak mnie nie pokona ktoś tak narwany. 
Cała gildia zamilkła. Nikt nowy jeszcze nie pogrywał tak z Natsu. A ona? Przychodzi i od razu ma go gdzieś.  - Ha! W końcu ktoś odmówił zapałce. - Gray uśmiechnął się do Lucy, która siedziała z rozszerzonymi oczami, wpatrując się to w Vivien, to w Natsu.
- Nie jestem narwany, zielona! 
- Zielona?! Jak ty mnie nazywasz, narwańcu?!
- Tak jak mi się podoba! Zielona, zielona, zielona!
- Przeginasz, różowy. - to mówiąc podniosła się z ławki. - To co? Nadal taki chętny do walki?
- Ale się napaliłem! - oboje przybrali bojową postawę. - Karyū no Tekken: Stalowe pięści ognistego smoka! 
Dziewczyna wyskoczyła w górę, unikając ciosu. Złączyła dłonie i przymknęła powieki.
-Kanjō no eikyō: Rozpacz! - z jej dłoni wystrzelił ciemny, smolisty promień. Natsu odskoczył trochę za wolno. Atak uderzył w jego lewe ramię, a on zawył z bólu. Z jego oczu popłynęły łzy, a jego ciało zaczęło drżeć
- Nie! - podniósł się powoli, jego ręka lekko krwawiła. - Karyū no Saiga: Kruszący kieł ognistego smoka!
Vivien wyciągnęła katanę z pochwy, tworząc nią wokół siebie złotawy okrąg. 
Burokku: Tarcza ostrza! - wokół niej wzrosła złotawa tarcza, która bez najmniejszego problemu odbiła atak Natsu. - Kokoro no tsuyo-sa: Uderzenie empatii! 
Dragneel wyskoczył w górę, odbił się od ściany, jednocześnie krzycząc:
-Karyū no Yokugeki: Atak skrzydłem ognis...
Dość! - przed nimi pojawiła się Erza. - Zniszczycie nam całą gildię, idioci! 
- Różowy zaczął. 
- Ja?! Ty mnie nazwałaś narwańcem! 
- Bo nim jesteś! 
- Powiedziałam: DOŚĆ! - tym razem szkarłatnowłosa chwyciła Natsu za kamizelkę, po czym ogłuszyła go wbijając pieść w jego głowę.
- Nie znęcaj się nad nim, Erza! - przed Scarlet pojawiła się Lucy. Podniosła Dragneela z podłogi i zarzucając sobie jego rękę na ramię, wyszła z gildii, posyłając przy tym mordercze spojrzenia Tytanii.Wszyscy zamarli wpatrując się w kobietę w zbroi. Myśleli że wybuchnie, czy coś, ale ona odwróciła się tylko i usiadła przy barze. 
- Ciasto truskawkowe poproszę. 


^^~^^

Szła powoli, ciało chłopaka ciążyło jej niemiłosiernie. Zaczął zsuwać się z jej ramienia. Próbowała go podnieść nieco do góry, ale był za ciężki. Poleciała do przodu, opadając głucho na jego ciało. 
- L-Lucy?
- Natsu?! Obudziłeś się?!
- Chy-chyba tak. Ale Lucy...
- Tak?
- Możesz ze mnie zejść? Jesteś ciężka. - jej usta wykrzywił grymas złości, zerwała się z rozpalonego ciała chłopaka. 
- Ja ciężka?! Ja?! A ty to co?! 
- Nie gniewaj się, Lucuś! Proooszę! - widząc w jakim stanie jest jego dziewczyna, uśmiechnął się szeroko i podszedł do niej składając na jej ustach czuły pocałunek. Zaskoczona dziewczyna poddała się jego woli, jednak już po chwili wpiła się w jego wargi z utęsknieniem. Tym razem to chłopak się zdziwił, ale po chwili odwzajemnił pocałunek. Stali tak na skrzyżowaniu, zatraceni w sobie. 


^^~^^

Podszedł powoli do stolika, przy którym siedziała grupka ludzi. Cana popijała sake, razem z nią Laxus i Vivien. Gray z Gajeelem sączyli piwo, kłócąc się o coś zawzięcie. Obydwoje jedną ręką na zmianę wymierzali sobie ciosy i upijali łyk piwa, a drugą trzymali śpiące, niebieskowłose dziewczyny.
- Jak ją skrzywdzisz to pożałujesz! 
- Ja, hyc! pożałuję! Tobie się hyc! dostanie od hyc! Erzy, jak skrzywdzisz Levy, hyc! 
- Dlatego, hyc! nigdy jej nie skrzywdzę! 
- Uważajcie, bo hyc! pobudzicie swoje laleczki! - wybełkotała Cana, uśmiechając się słodko.
- To nie jest moja laleczka! - wykrzyczeli razem, podnosząc się z miejsc. Chwycili dziewczyny, kładąc je sobie na plecach i chwiejąc się na boki, wyszli z gildii. Cana zaśmiała się, upijając duży łyk z butelki. 
- Widzisz Vivi? Same romanse w tej gildii!
- A no widzę, Canuś. Ta cycata blondyna z tym narwańcem, choćby.
- I jeszcze Gajeel z Levy, a Gray z Juvią. Wszędzie miłość, hyc!
- Nawet mój braciszek wiecznie flirtuje z tą słodziutką barmaneczką. - zaśmiały się głośno. 
- Ja z Mirą nie flirtuję! - Freed zarumienił się, ale zaraz potem spoważniał. - Wam już chyba wystarczy? 
- Nieee! - pijane dziewczyny wykrzyczały chórem, zderzając się butelkami. 
- Mi też się wydaje, że macie już dość. - odezwał się Laxus, wyrywając Vivi butelkę z sake. 
- Ej! To moje, hyc! - dziewczyna rzuciła się na niego z pięściami, ale on nic sobie z tego nie robił. Chwycił ją za nadgarstki i jednym ruchem posadził na swoim ramieniu.  - Freed, ja ją zaniosę do twojego mieszkania, a ty odprowadź Canę. 
Justine skinął głową, podchodząc do Alberony. Dreyar tymczasem, podtrzymując wierzgającą się zielonowłosą, wyszedł z gildii. Szedł brukowaną kostką, mocno trzymając pijaną dziewczynę i słuchając jej bełkotów. 
- Umiem jeszcze chodzić, facet! Puszczaj! 
Uśmiechnął się lekko pod nosem, jeszcze mocniej zaciskając chwyt. 


^^~^^

Wspiął się po schodach, na górę, do swojego mieszkania. Nogą otworzył drzwi i wszedł do środka, zostawiając je otwarte. Skierował się w stronę sypialni. Powoli położył dziewczynę na łóżku i okrył kocem. Spojrzał na nią czule. Była taka bezbronna. Jej usta zdobił lekki uśmiech, policzki ozdabiał delikatny rumieniec. Niebieskie włosy opadały na twarz. Podszedł i odgarnął je z czoła, jednocześnie składając na nim czułego całusa. Odsunął się od dziewczyny i wyszedł z pokoju, szepcząc cicho:
- Dobrych snów, Juvia. 
Ruszył do łazienki, automatycznie rozpinając koszulę, której już na sobie nie miał. Dopiero niedawno zdał sobie sprawę, ile ta niebieskowłosa istotka dla niego znaczy. Już wtedy, gdy walczyli przeciwko sobie, zyskała jego szacunek. A gdy dołączyła do gildii, tak zakochana w nim po uszy, nie poddając się, mimo jego obojętności, zaczął szanować ją jeszcze bardziej. Irytowało go jej zachowanie, ale musiał przyznać,że było to miłe. A niedawno, podczas jednej z misji, zrozumiał, że ją kocha. Po swojemu, nie pokazując tego, ale kocha. Ale do tej pory jej tego nie powiedział. Zaczął ją traktować inaczej, rozmawiał z nią częściej, chodził na misje i wysłuchiwał tych jej miłosnych powiedzonek. Tyle, że teraz słuchał ich z przyjemnością, a nie z irytacją. Puścił wodę, spoglądając w górę, na sufit. Woda spływała po jego twarzy i ciele, a on stał myśląc nad tym, jak wyznać jej swoje uczucia. 

^^~^^

Pchnął drzwi akademiku, uważając przy tym na niską dziewczynę, którą trzymał. Pogrążona była w głębokim śnie, jej klatka piersiowa regularnie unosiła się i opadała. Oplótł swoją szyję jej ramionami i ruszył ku schodom prowadzącym do pokoi. Był już na 2 piętrze, gdy zdał sobie sprawę że nie wie gdzie jest jej pokój. Zatrzymał się i zdjął dziewczynę z pleców, kładąc ją ostrożnie na ziemi.
- Kurde, Levy, który to twój pokój?
Rozglądał się po piętrze, mając nadzieję spotkać którąś z kobiet  z gildii, ale o tej godzinie wszystkie raczej już spały. Podrapał się po głowie, zastanawiając się, co zrobić. W końcu ruszył po schodach na górę, szepcząc do i tak niesłyszącej go McGarden:
- Leż tu, ja poszukam twojego pokoju.
Wchodził tak coraz wyżej, sprawdzając każde drzwi. Nie miały żadnych tabliczek z imionami, tylko numery. Wzruszył ramionami, schodząc na dół. Nie znalazł jej pokoju, a to znaczy, że musi ją wziąć do siebie.
- Levy! Co ci jest?! Levy, obudź się! - ten krzyk przywrócił go do żywych. Zbiegł na piętro gdzie zostawił dziewczynę. Nad jej ciałem nachylała się Mirajane. Trzymała niebieskowłosą za ramiona i delikatnie potrząsała nimi, próbując ją obudzić.
- M-Mira? Czemu tak krzyczysz? - wybełkotał, czuł że zaraz uśnie.
- Ona jest nieprzytomna, Gajeel!
- Nieprzytomna? Ona po prostu, hyc! śpi. Szukałem jej pokoju, dlatego położyłem ją tutaj, by jej nie obudzić.
Strauss zaśmiała się, zerkając na pogrążoną w śnie McGarden. Nie wierzyła w to co usłyszała. Ale w sumie to był Gajeel i to pijany. Postanowiła się nad nim zlitować i wskazała na sufit.
- Jej pokój jest piętro wyżej. Drzwi z numerem 11. - odwróciła się wchodząc do swojego pokoju. - A i radzę ci tam być cicho. Pod 10 mieszka Erza.
- Dz-dzięki, Mirajane. - czarnowłosy podniósł niebieskowłosą i ruszył na górę, tak jak kazała mu białowłosa. A ona zachichotała jeszcze cicho, spoglądając na tą parkę.

^^~^^

- Ucisz się wreszcie! 
- To mnie puść! Czemu to ty mnie musiałeś odprowadzić? To w końcu mieszkanie Freeda, a on był w gildii!
- Wlazłabyś mu na głowę!
- Taa, jasne! Nie znasz mnie, facet! 
- Już wystarczająco cię poznałem, żeby to stwierdzić. - Laxus otworzył drzwi mieszkania i wlazł do środka, zamykając je za nimi nogą. Zapalił światło, stawiając dziewczynę na ziemi. 
- Odprowadziłeś mnie? To teraz spadaj! 
- Będę tu siedział do przyjścia Freeda. 
- Chyba cię porąbało. Wynocha z mojego mieszkania! 
- Twojego? A myślałem, że pewnego zielonowłosego chłopaka. - blondyn uśmiechnął się kpiąco. - A teraz do łóżka, młoda. 
- Młoda?! Mam 18 lat! 
- A ja 23. To chyba 5 lat różnicy, co nie? - oświadczył z satysfakcją, obserwując minę Vivien. Jednak ta po chwili odzyskała fason. 
- Jakoś tego, facet, nie pokazujesz. - uśmiechnęła się kpiąco, znikając w jednym z pokoi. Po chwili z niego wyszła, z dziwną miną. Zerknął na nią pytająco, a ta wzruszyła ramionami, szepcząc jedynie:
- Pokój pełen runów. 
Zaśmiał się i otworzył kolejne drzwi. Vivien, chwiejąc się na boki, także sprawdzała każde pomieszczenie. Otworzyła drzwi i skinęła głową, krzycząc do niego:
- Idę się wykąpać. 
- Po co mi to mówisz? 
- Bo będziesz się darł, że ci uciekłam. - uśmiechnęła się i zniknęła za drzwiami. Po chwili usłyszał szum wody. Usiadł na jednym z foteli i rozejrzał się ciekawie po mieszkaniu. Było umeblowane skromnie, ale i przytulnie. Nie to co jego dom. U niego było tak surowo, nie miał głowy do meblowania mieszkania. Jego uwagę przykuło zdjęcie stojące na komodzie. Podniósł się i sięgnął po nie. Gdy tylko je zobaczył, uśmiech sam wykwitł mu na twarzy. Było zrobione nad jakimś jeziorem. Zielonowłosa kobieta uśmiechała się do obiektywu, przytulając się jednocześnie do ciemnowłosego mężczyzny. Tuż przed nimi stała dwójka dzieci: długowłosy chłopiec o identycznym kolorze włosów jak matka, obejmując ramionami śmiejącą się, niższą od niego dziewczynkę. Stwarzali wrażenie naprawdę szczęśliwej rodziny. 
- Wtedy jeszcze wszystko było dobrze. 
Odwrócił się szybko. Za nim stała Vivi, owinięta jedynie ręcznikiem. Dreyar zarumienił się, ale dziewczyna nie zwróciła na to uwagi. 
- Freed uciekł z domu gdy miałam 5 lat, wiesz? Nagle rodzice stracili swojego ukochanego syna. Był jeszcze dzieckiem, siedmiolatkiem który praktycznie nic nie wiedział o życiu. Wszyscy sądzili że nie żyje, że zginął w jakimś wypadku. Na naszym podwórku stoi nawet jego grób. A teraz dowiaduję się że żyje i od kilkunastu lat jest szanowanym magiem najsilniejszej gildii. 
- Vivien...
- Po co ja ci to mówię? Idę spać, hyc! - czknęła i uśmiechając się do blondyna zniknęła w sypialni. A on usiadł na fotelu i spojrzał jeszcze raz w stronę starego zdjęcia, które przywracało wspomnienia. 

_________________________________________________________________

Pierwszy rozdział w końcu dodany. Jest mi baardzo, baaardzo przykro że tak późno. Nie będę się tłumaczyć brakiem czasu, bo przez pierwszy tydzień miałam go w nadmiarze. Rozdział był już prawie napisany, gdy wyjechałam nad morze. Nie wzięłam ze sobą laptopa, więc przez prawie 3 tygodnie nie miałam dostępu do internetu, stąd brak rozdziału. 
A teraz zapraszam do czytania i komentowania! :3 

piątek, 21 czerwca 2013

' Hello,it's new. '

Czeeeść!
Postanowiłam napisać nowe opowiadanie o FT. Będzie to wg Katalogu "Zbiór".  Stwierdziłam że poprzednia historia była nudna i monotonna, a ja nie miałam ochoty jej pisać. Nowe opowiadanie będzie nieco żywsze, będzie więcej scenek miłosnych itp. Paringi jakie pojawią się w tym opowiadaniu to:
1. Nieśmiertelny dla mnie, Gray x Juvia.
2. Jerza
3. GaLevy
4. NaLu
Oraz paringi wymyślane przeze mnie, typu moja postać x Loki.
PIERWSZY ROZDZIAŁ NIEDŁUGO!